Nie kupuj roweru z supermarketu!

Każdej wiosny następuje wysyp „rowerów” w supermarketach. W tym samym czasie dostaję mnóstwo mejli z pytaniami czy te rowery się do czegoś nadają i jak kupić „coś dobrego” Początkowo miałem napisać na ten temat artykuł, ale kiedy dobiłem do 4 strony tekstu to zrozumiałem, że osoba która myśli o rowerze za 500 PLN nie będzie tego czytać a tłumaczenie krok po kroku dlaczego wszystko jest w takim urządzeniu złe mija się z celem. Zamiast tego postanowiłem podsumować fakty dotyczące „rowerów” typu „makrokesz” oraz wypunktować najważniejsze problemy (z bardzo długiej listy), które ich dotyczą.

1. Supermarket to nie jest sklep rowerowy

Czyli nie pracują tam osoby kompetentne w temacie zatem nie ufaj „sprzedawcy/serwisantowi” z supermarketu! Od kiedy marketowe „rowery” pojawiły się w Polsce (kilkanaście lat temu) ani razu nie widziałem na takim stoisku rzeczowego pracownika. Zawsze jest to mniej lub bardziej przypadkowa osoba, która ma mierne bądź żadne pojęcie w temacie a jedynym celem jest wypchnięcie maksymalnej ilości rowerów „do ludzi”. Powiem wprost: oni nie potrafią dobrać roweru do danej osoby oraz nie wiedzą co sprzedają, ale sprzedają bo im kazali.

2. W supermarkecie nie ma mechaników rowerowych

Czyli „sprzedawcy” nie posiadają elementarnej wiedzy o budowie roweru oraz zasadach na jakich on działa. Z prawą ręką na klawiaturze przyrzekam, że w lato 2010 widziałem w markecie „rowerów” z amortyzatorem założonym ” podkową do środka” i był on postawiony na podwyższeniu aby promować „akcję rowerową” w tamtym sklepie.  Nikt z obsługi nie zauważył niczego podejrzanego. Te same osoby „regulują” rowery bezpośrednio przed sprzedażą. Po takim zabiegu mało co działa a jak nie działa w ogóle to można usłyszeć „to się musi ułożyć i będzie dobrze”.

3. Rowery z supermarketu to chłam

Niestety taka jest prawda. Jakiś czas temu można było spotkać w marketach rowery polskiego producenta Kross i wtedy szło wybrać jakiś sensowny egzemplarz jednak w przypadku własnych marek marketowych jest to po prostu chłam. Co roku zmuszam się do tego aby dokładnie obejrzeć ofertę i za każdym razem jest to samo. Ich rowery są źle złożone, osprzęt to jakieś wykopaliska a całość waży tyle co mały samochód i piszę to jako osoba, która nie przejmuje się zbytnio wagą własnego roweru.

Ramy są wykonane z najgorszej dopuszczalnej stali a nawet jeżeli trafi się wersja z ramą aluminiową to sporadycznie wygląda ona sensownie. Wśród moich znajomych jest jedna osoba, która kupiła trekkinga z marketu i tam rama jest ok. Dla równowagi cała reszta jest tragiczna. Często gęsto same ramy nie trzymają geometrii i dlatego pomimo usilnych prób ustawienia tylnego koła ciągle siedzi ono krzywo a napęd pracuje głośno i ociężale. Same koła są zazwyczaj oparte na wolnobiegu czyli jednym z moich najbardziej znienawidzonych rozwiązań w rowerze. Od razu mogę powiedzieć,  że przy jakiejkolwiek ostrzejszej jeździe wygnie się oś a najczęściej używane koła łańcuchowe bardzo szybko wytrą. Do tego jest to napęd 7 biegowy z tyłu czyli kiedy się zużyje trzeba zmienić całe tylne koło jak i  tylną manetkę. W związku z komentarzem na pl.rec.rowery wyjaśniam skąd się wzięła wymiana napędu: kiedy zajeździ się wolnobieg (a z uwagi na to, że jest niskiej jakości nie trwa to długo) trzeba go wymienić. W tym czasie wygina się oś piasty i ona też wymaga zmiany. Taka zabawa trwa w kółko. Aby przejść na piastę kasetową trzeba mieć: piastę, kasetę (8 kę) oraz nowe szprychy ponieważ jest mała szansa, że stare podejdą w nowej konfiguracji. Obręcz można przełożyć o ile zgadza się ilość otworów. Aby korzystać z pełnego zakresu przełożeń kasety trzeba mieć tylną manetkę 8mio biegową. W ten sposób kupujemy praktycznie nowy napęd do roweru z marketu.

Dokładnie tak samo jest z mechanizmem korbowym tzn. tani suport z mocowaniem korby „na kwadrat”. Warto zwrócić uwagę, że oś jest bardzo długa bo inaczej napęd nie działałby prawie wcale. Takie rozwiązanie wymusza rama niskiej jakości i dziwnej geometrii.

Kolejny rodzynek to „amortyzatory”. Te widelce nie uginają się a jeżeli już to trwa to krótką chwilę ponieważ uszczelnienia nie istnieją i środek błyskawicznie łapie brud a wszystko staje na amen. Tylne „dampery” po prostu pominę milczeniem bo widziałem już takie gdzie była sama sprężyna, bez żadnego tłumienia. Punktu obrotu wahacza w ramie to kolejny smutny żart a brak sztywności po prostu poraża.

Teraz czas na hamulce: jeżeli myślisz o „tarczówkach” to od razu możesz o nich zapomnieć. Są nieprawdopodobnie słabe a do tego jest mała szans, że uda Ci się dokupić do nich klocki hamulcowe.  Teoretycznie zaletą jest to, ze koła mają mocowanie pod tarczę hamulcową jednakże jest to plus wyłącznie wtedy kiedy jest ona przykręcona na 6 śrub czyli w jednym z obecnych dwóch światowych standardów. Zastanawiasz się dlaczego w rowerach z marketu nie ma hamulca tarczowego z tyłu? Dlatego, że to wymagałoby dużo dokładniejszego spawania ramy rowerowej ponieważ w innym przypadku nie dałoby się tego złożyć do kupy tak aby działało. W kwestii hamulców V-brake supermarketowce to praktycznie jedyne rowery gdzie można jeszcze zobaczyć plastikowe V-braki oraz plastikowe klamki hamulcowe. Dlaczego to jest takie beznadziejne? Dlatego, że tworzywo poddaj się sile jaką wkłada się w proces hamowania zatem zamiast spowalniać rower wyginamy plastikowe elementy systemu hamulcowego.

Jeżeli nie supermarket to… ?

Mógłbym jeszcze długo wytykać wszystkie wady „rowerów” z supermarketu, ale szkoda na to czasu. Wiem, że próg finansowy jest barierą nie do przeskoczenia, ale dobrze by było aby potencjalny nabywca „makrokesza” zdał sobie sprawę z tego, że rzekoma niska cena zakupu błyskawicznie się mści. Zapewniam, że lepiej jest wziąć rower na raty niż „tanio kupić” za gotówkę.

Koła będą wymagać szybkiego centrowania a i to nie gwarantuje tego, że uda się uzyskać ich odpowiednią sztywność (kiepskie szprychy i obręcze). Hamulce to dramat i jeżeli rower ma się zatrzymać to trzeba je zmienić na metalowe a to kosztuje. Napęd długo nie posłuży a wtedy kłania się wymiana tylnego koła na takie z piastę kasetową i to kolejny koszt. Sztyca to najczęściej model, który nie posiada stałego jarzma czyli mamy rurkę stalową a na niej przykręca się mocowanie siodełka. Rozwiązanie beznadziejne i niebezpieczne ponieważ siodło błyskawicznie zaczyna się ruszać góra dół a sama sztyca wygina się w pałąk ponieważ jest to miękka, cienkościenna rurka stalowa.

Zanim wydasz 800 PLN na rower z marketu pomyśl o tym, że dokładając do 1000 PLN możesz mieć rower normalnego producenta, który kupisz w sklepie rowerowym. Tam pracują ludzie, od których masz prawo oczekiwać że posiadają odpowiednią wiedzę i narzędzia aby przygotować rower do Twoich potrzeb dzięki czemu na miejscu możesz zmienić mostek kierownicy tak aby dopasować pozycję do własnych preferencji. To jest mała zmiana, która diametralnie zmienia jakość jazdy. W normalnym sklepie rowerowym zmienisz kierownicę na szerszą/węższą, siodło na takie, które bardziej pasuje do tyłka a jak będzie trzeba to i manetki na obrotowe. W markecie nie ma szans na tego typu zmiany czyli kończysz z jakimś tam „rowerem”, który do końca w niczym nie jest odpowiednio dopasowany a licząc na spokojnie nie jest też taki tani.

Aby nie być gołosłownym poszperałem nieco w sieci szukając najtańszych, ale sensowych rowerów w stylu MTB. Wynik moich poszukiwań prezentuję poniżej. Markowe rowery (kolejność alfabetyczna po nazwie producenta) można mieć za:

  • Author 1049 PLN
  • Decathlon 1000 PLN
  • Giant 1099 PLN
  • Kross 950 PLN
  • Mbike 1249 PLN
  • Merida 999 PLN
  • Romet 1108 PLN

Są to oficjalne ceny ze stron sklepów działających pod egidą danego producenta. Pamiętajcie, że ceny nie są betonowe i to od kupującego zależy czy uda mu się coś utargować bądź otrzymać jakiś fajny rabat na inne zakupy :) Zwróćcie uwagę na to, że rower z marketu wcale nie jest dużo tańszy niż ten pochodzący od uznanego producenta!

No i na koniec ostanie zdanie: sam miałem dwa marketowe rowery więc naprawdę wiem o czym piszę :) Wierzcie mi na słowo, ale to nie tędy droga do rowerowej satysfakcji i przyjemności z jazdy. Pomimo tego, że  jeden z moich marketów był kupiony z pełną świadomością ponieważ miał praktycznie pełną grupę Alivio (coś koło 1995r. – resztki jeszcze posiadam) to drugi raz nie zdecydowałbym się na taki manewr. Poza tym od lat nie widziałem w markecie okazji tego typu zatem powtórzę po raz kolejny: nie kupuj „rowerów” w supermarkecie. Po prostu nie warto.

Jeżeli nie chcesz przegapić żadnej aktualizacji strony Endurorider.pl zapisz się do Newslettera Endurorider.pl

kamil/Endurorider.pl

Informacje o kamil/Endurorider.pl

Twórca i założyciel strony Endurorider.pl Bezkompromisowy wielbiciel grubych opon oraz prawdziwej górskiej jazdy.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

60 odpowiedzi na „Nie kupuj roweru z supermarketu!

  1. miłośnik marketów pisze:

    Ale nagle z kwoty 500 zł zrobiło się 2 razy wiecej. Czy nie ma szansy żeby w markecie kupic rower ktory da mozliwosc wyjechania raz w tygodniu na piknik ? Bo wydaje mi się że nieco przesadzasz. Swojego „gorala” kupilem 4 lata temu w markecie wlasnie. Tydzien po zakupie zawiozlem go do czlowieka ktory serwisuje rowery na regulacje przerzutek. Po roku na likwidacje luzow pzrzy korbie. Od tamtego czasu nic się nie dzieje. Tylko że ja robie moze że 200 kilometrow miesiecznie „po rownym”. Moze tu jest pies pogrzebany.

    • kamil/Endurorider.pl Endurorider.pl pisze:

      Masz rację jeżeli chodzi o kwotę „dwa razy większą” jednakże przejrzałem jeszcze raz ofertę marketową – są tam rowery po 700PLN i nie są to najdroższe pozycje w ofercie a wtedy różnica w cenie nie jest dwukrotnie większa. W zalewie gazetek marketowych widzę „rowery” od 400 PLN do 600 (tesco), ale i za 760 PLN można kupić w Selgrosie. Pisząc ten artykuł starałem się być obiektywny, ale nie jestem w stanie pozbyć się mojej definicji jeżdżenia :) 200km to 4 wycieczki do Kampinosu i z powrotem. Jeżeli Twój rower nie sprawia Ci problemów to super, jednak te które ja miałem nieprzyjemność serwisować to definicja terminu „porażka”. Ustawienie czegokolwiek ciągnie się w nieskończoność, nastawy nie trzymają, rower permanentnie się sypie. Specjalnie zaznaczyłem, że można trafić coś dobrego w markecie, ale to są sporadyczny sytuacje. Zawsze będę powtarzał, że lepiej zacisnąć pasa i kupić normalny rower w sklepie rowerowym niż szukać szczęścia w markecie. Za 200 złotych więcej można mieć rower a nie „rower”. I żeby nie było, że wybrzydzam to powiem iż pierwszy raz w górach byłem na sztywnym marketowcu i żyję :)

  2. miłośnik marketów pisze:

    Przez formę jaką narzuciłeś na stronie nie wiem, jak się do ciebie zwracać :D Enduroriderze, adminie ? Mój wybór podyktowany był tylko i wyłącznie zasobnością portfela – miałem do wyboru albo kupić 2 rowery – dla mnie i mojej partnerki, albo żadnego. Opcja zakupu jednego dobrego nie wchodziła w grę.
    Nie będę ściemniał – rower przeklinałem wiele razy, z moją wagą ( coś koło setki kilogramów ) i kondycją ( siedzenie za biurkiem i paczka fajek dziennie ) mógł stać się czymś, co przesądziło by o moim zejściu z tego świata :D
    Największą wadą makrokeszy jak dla mnie, jeśli chodzi o rekraacyjną jazdę – jest mała średnica kół, albo tzreba się ostro napedałować, żeby gdzieś dojechać, albo byle babcia na składaku pamiętającym Gierka wyprzedza na zakrętach.
    Ale pamiętaj kto jest przeciętnym nabywcą rowerów z marketu.
    Napisz proszę coś o tym, na co zwrócić uwagę jak ktoś dokonuje świadomie wyboru – jadę dwa razy w miesiącu do parku, maksymalnie 100-200 km miesięcznie, spora część trasy to nie ścieżka rowerowa tylko droga publiczna.
    Na stronę zacząłem zaglądać jakiś czas temu, mam ciebie za znawcę tematu – wiec doradź – jak znaleźć wśród setki rowerów w tesco takie w których hamulce będą działały dłużej niż dwa hamowania, jakie oświetlenie rower powinien mieć do poruszania się po drodze publicznej, jak zadbać o bezpieczeństwo swoje i cudze.
    ( przypomniała mi się jedna z awarii roweru – dynamo rozpadło się po dwóch użyciach – puściło mocowanie , a lampki bateryjne z allegro za 12 zł komplet dawały światła tyle co znicz na cmentarzu )

    • kamil/Endurorider.pl Endurorider.pl pisze:

      Żeby znaleźć sensowny rower pośród marketowców trzeba wziąć ze sobą kogoś kto ma pojęcie w temacie. Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Nie jestem w stanie prosto i krótko napisać na co zwracać uwagę ponieważ jest to zbyt obszerny temat a ilość rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę jest bardzo duża. Jeżeli ktoś ma ochotę samodzielnie walczyć to powinien zacząć od lektury tego co znajdzie w sieci. W chwili kiedy będzie miał uporządkowaną podstawową wiedzę można zacząć krystalizować kryteria wyboru. Obawiam się jednak, że kiedy potencjalny klient będzie miał to wszystko opanowane to odechce mu się roweru z marketu :)

  3. Pragnący Roweru pisze:

    http://www.selgros.pl/pdf/11-10nonfood.pdf
    Oto link do biuletynu informacyjnego z Selgrosa na której znalazłem rower który wydaje mi się że jest dobry i chciałbym zapytać czy ten rower rzeczywiście jest dobry. Rower ten jest na stronie 15 biuletynu.

    • Nie, nie jest dobry a do tego jest nikła szansa, że zostanie poprawnie złożony i wyregulowany. Jeżeli nie chcesz mieć problemów to dozbieraj nieco więcej pieniędzy i kup rower od normalnego producenta.

      • Pragnący Roweru pisze:

        Chciałbym jeszcze zapytać o rowery z kilku pierwszych stron tego biuletynu czy któryś z tych rowerów byłby dobry dla chłopca w wieku 16 lat z wagą około 70 kilo i do zwykłej jazdy po mieście. Ten rower nie musi być wspaniały ani bardzo dobry ani już nawet dobry tylko żeby dało się na nim jeździć po mieście i żeby się nie rozwalił przy pierwszym lepszym uskoku na chodniku.

        • Generalnie to jestem na nie ponieważ zdjęcia nie oddają tego co można spotkać w sklepie. W tej cenie proponowałbym poszukać używanego roweru od normalnego producenta. Najtańsze rowery krossa serii Level będą dużo lepsze. Jeżeli to _musi_ być rower z marketu to powinien być SZTYWNY tzn. bez żadnych pseudo amortyzatorów a tym bardziej pseudo hamulców tarczowych. Odradzam samodzielne kupowanie takiego sprzętu. Zdecydowanie powinno się iść na zakupy z kimś kto ma trochę pojęcia w temacie to może uda się wybrać jakąś lepszą sztukę.

          • Marcin pisze:

            a ja jednak proponował bym rower w przedziale 600-800 złotych rower dla chłopca, gdyż i tak z niego wyrośnie za te 3-5 lat a w tym wieku jednak jest inny szacunek do niego-ciężko było by znaleźć rower którego by nie „załatwił”.
            Moim skromnym zdaniem, powinieneś adminie brać też pod uwagę klienta-bo dla osoby która jeździ na rowerze 4 razy w miesiącu po asfalcie/parku/leśnej ścieżce cena powinna się zamykać w tym tysiącu :)

          • Temat rowerów dziecięcych/młodzieżowych jest dużo bardziej trudny niż „dla dorosłych” :) Ja pisałem o rowerach, dla dorosłych i w takim tonie jest utrzymany ten tekst jednak gdybym miał kupować rower dla młodzieży to też szukałbym poniżej 1k PLN.

            Ech, ciężko uszczęśliwić wszystkich :)

  4. smoronart pisze:

    a decathlon 6.4…

  5. Pingback: Nie kupuj roweru w supermakecie | Endurorider.pl

  6. pilaton pisze:

    Witam. Wiosna już jest, a tu cisza. Chcę kupić córce rower z Decathlonu Original 5 Daily / night & day/. co sądzicie o takim sprzęcie. Kosztuje 1299 więc nie za tani i nie zbyt drogi. Proszę o opinie.

  7. tomek pisze:

    znajomej wybierałem rower w Realu – o dziwo hamulce tektro osprzęt shimano altus i jakis prosty amorek suntour ale chociaz z regulacją oraz aluminiowa rama…niecałe 700 pln…jeździ 2 sezon bezproblemowo

    owszem ja serwisuję żeby nie było

    Da się ale trzeba poszperać – czasem naprawdę się coś trafi(jak to w markecie – CZASEM)

    osobiście mam Meridę matts 5 i dałem 900 – bardzo żałuje że nie dołożyłem do 1500 za matts 40D (oj była w takiej cenie)

    teraz pluje sobie w brodę bo jakościowo to ten matts 5 to badziew – kiepskie koła(szybko sie krzywią bez ostrej jazdy), bardzo marne chwyty no i nędzna przerzutka tylna(shit tourney)
    reszta w sumie ok
    amorek też bieda – za sztywny i bez jakiejkolwiek regulacji

    następny sobie złożę

    • Dokładnie tak jest – można wygrzebać sensowny rower w markecie, sam taki miałem. Problem w tym, że ciężko coś trafić. Jeżeli ktoś chce rower MTB i naprawdę jeździ to uważam, że rozmowa powinna się zaczynać od 1200 PLN w tej chwili a i przy takiej cenie nie można marudzić co do koloru etc.

      Niestety, jak to w życiu, dobrej rzeczy są drogie i poniżej pewnego pułapu cenowego trzeba iść na duże kompromisy :(

      Ja składam wszystkie moje rowery i tak jest mi najlepiej :)

  8. Mariusz pisze:

    Witam,
    czy udalo Ci sie obejrzec rower z Decathlonu Original 5 Daily / night & day/ i kilka zdan na jego temat napisac… Rowniez jestem ciekaw.
    Pozdrawiam

  9. Pingback: Supermarket to nie sklep rowerowy! | Endurorider.pl

  10. Michał pisze:

    Niekoniecznie od 1200, nie róbmy z tego sztywnej granicy dobrych rowerów :) Prawie 2 lata temu kupiłem rower za niecały tysiąc, czyli niewiele drożej niż rowery z marketów. Jest to rower na osprzęcie srama (X-5, X-7), truvativ, ma bardzo mocne choć ciężkawe koła, i sensowne tarczówki tektro. Jedynym słabym punktem był amor, potworny RST gila :D Objeździłem nim bieszczady, b. niski, wiele innych górek, nawet na trasie DH w wierchomli był, co prawda już z innym amorkiem i hamulcami. Dla porównania, miałem wcześniej rower typowo marketowy, kupiony za 700zł, różnica jest przeogromna. Te niecałe 300zł różnicy nie są warte ryzykowania zdrowia, i szargania sobie nerwów zmagając się z marketowym czymś

  11. rookie pisze:

    sęk w tym, gdzie teraz szukać sklepu, w którym będziesz mieć prawdziwą paletę produktów do wyboru? JA w stołecznym mieście Warszawie nie znam takiego miejsca, gdzie mógłbym do wszystkiego się przymierzyć, spróbować, ocenić… I to jest smutna prawda rynku rowerowego.

  12. Nitruch pisze:

    Czas mija, rowery z Decathlonu Original 5 Daily / night & day nadal są w sprzedaży, cena przystępna a opinii nadal nie ma, a szkoda.
    Trafiłem na tą właśnie podstronę prosto z wujka Google i miałem nadzieję znaleźć odpowiedź na pytanie „czy warto?”.
    Dziś po raz drugi jadę oglądać zarezerwowany już model wielkości L, jestem praktycznie zdecydowany, ale kwota 1299 PLN jest dla mnie kwotą jednak wysoką, miałem nadzieję znaleźć coś do 1000 PLN. Trudno, może zdążę na OC uzbierać ale chyba wypróbuję ten wynalazek, tylko ze względu na pełne wyposażenie – dostosowanie do trekkingu oraz chyba najniższą cenę jaką znalazłem z nie marketowych rowerów.

    Jednak szkoda że nie została ujęta opinia o tym rowerze, rozwiałaby moje wątpliwość. Pozdrawiam.

    • Wady: tylne koło jest zbudowane w oparciu o wolnobieg, mocowanie widelca jest na gwint a nie w systemie a-head. Reszta wydaje się być skomponowana naprawdę fajnie. O wolnobiegu oraz systemie mocowania widelca pisałem tutaj http://endurorider.pl/2008/03/piasty-wstep/ oraz http://endurorider.pl/2008/02/stery-wstep/

    • Juzer pisze:

      Niedawno kupiłem i jeździ się na nim super. Jest wygodny. Posiada błotniki, oświetlenie, odblaski i dzwonek, czyli przystosowany jest do przepisowej jazdy ulicami. Kupiłem z myślą o jeździe do pracy i wypady spacerowe – nie zawiodłem się. Błotniki dobrze chronią jak pogoda się załamie w ciągu dnia. Odblaski dodają poczucie bezpieczeństwa (nikt mi nie wmówi, że mnie wieczorem nie widział i we mnie wjechał). Osobiście jako nie wyczynowiec polecam. Dodatkowy atut jak ktoś pracuje w godzinach jak inne sklepy, to Decathlon otwarty jest w soboty i niedziele, więc nie powinno być problemu z ewentualnymi usterkami i dostarczeniem go do serwisu.

      • Decathlon to nie jest supermarket pokroju oszą albo tesko więc Twoje zadowolenie mnie nie dziwi :) Gro moich znajomych jeździ na ich produktach i poza wymianą tego co ewidentnie miało paść reszta jest w porządku.

  13. Kamillo pisze:

    Sądzę, że autor trochę przesadził. Za 700-800 zł można mieć z marketu bardzo przyzwoity rower z markowym osprzętem – do jazdy niewyczynowej typu wycieczka rowerowa, zakupy, podjazd do sklepu. Np. w Tesco można w tej cenie kupić rower Arkus-Romet. Używałem 2 rowerów z marketów – 600 -700 zł i były bardzo przyzwoite. Problemem są najtańsze rowery za 200 -400 zł – wykonane zwykle kiepsko. W markowych rowerach płaci się także za znaczek firmowy. Jak ktoś zauważył w komentarzu powyżej – najtańszy markowy rower wcale nie oznacza wielkiej jakości i bezawaryjności.

    • Przed chwilą oglądałem te rowery na stronie teskacza: koło tylne pod wolnobieg, stery skręcane, jarzmo siodła wieloczęściowe i suport, który nie pożyje wystarczająco długo – wszystko w temacie. Sam miałem rower z marketu, kupiony kilkanaście lat temu na PEŁNYM Alivio i jego pozostałości mam do dzisiaj. To co w tej chwili jest za 600 do 700 PLN jest dla mnie tak samo „dobre” jak rowery po 400 PLN. Mało tego w zeszły piątek miałem pomóc znajomemu z takimi wynalazkami w ilości pięć sztuk i pierwsza rzecz jaką trzeba zrobić to kupić nowe koła tylne bo które tam są nie nadają się do niczego. Rowery jeżdżone nie tak dużo i to głównie przez dzieciaki.

      Nadal podtrzymuje swoje zdanie, że lepiej dozbierać do 1000 PLN i naprawdę mieć spokój niż pozornie oszczędzać.

  14. kamillo pisze:

    A co sądzisz o rowerach 29″? Aktualnie poszukuję roweru i zastanawiam się nad takim.

    • Koła 29″ bez wątpienia mają swoje zalety, ale ja zostaję przy 26″. Zanim kupisz taki rower przejedź się na nim koniecznie i sprawdź czy pasuje Ci jak on skręca przy małych prędkościach oraz jak reaguje na ruch kierownicą i balans ciałem. Ponadto zwróć uwagę jakie opony oraz dętki możesz kupić bo ostatnio jak pytałem w sklepie to tylko rozłożyli ręce. No i ostatnia sprawa: jeżeli jesteś ponad 190cm wzrostu to 29″ wygląda ok, ale te same koła w ramie pokroju 17″ to jak dla mnie jakiś dziwny pokrak gdzie odległość tylnego koła od rury podsiodłowej jest jak w szosówce.

      • kamillo pisze:

        Dzięki. Będę musiał popróbować. Mam 182 wzrostu. Początkowo chciałem rower crossowy 28″. Zależy mi na czymś co jest szybkie na drodze i można tym przejechać także po trawie, piaszczystej drodze itp. Zdarzają się też drogi asfaltowe tak zaniedbane , że rower górski z jego oponami jest jak znalazł.

  15. Gregor pisze:

    Właśnie wróciłem z Decathlona i wpadł mi w oko omawiany już pokrótce ORIGINAL 5 Night and Day, w sklepie zdrowy rozsądek kołatał ciągle, żeby w ciemno nie kupować, lecz popatrzeć co mówią/piszą b. doświadczeni i chyba dobrze, że się wstrzymałem… Byłbym wdzięczny za odpowiedź, czy z kolei ten rower – NeWork 5 męski B’TWIN – nie byłby lepszym rozwiązaniem? Ewentualnie Autor stronki widział coś w okolicach 1000 – 1300 w podobnym stylu, co rokowałoby dłuższe użytkowanie? Z góry dzięki i pozdrawiam!

    • Poproszę link klikalny do tego roweru.

      • Gregor pisze:

        Proszę bardzo (choć przyznam, że nie wiem, czy będzie „klikalny”, czy tylko kopiuj-wklej):

        http://www.decathlon.pl/original-5-night-and-day-id_8165506.html
        i
        http://www.decathlon.pl/nework-5-mski-id_8222609.html

        Dodatkowo odwiedziłem kilka sklepów rowerowych w Lublinie i już całkiem zgłupiałem, okazuje się, że sensowne rowery trekkingowo-miejskie to koszt co najmniej 1800zł… Na razie przekracza to mój budżet i czeka mnie chyba dalsze zaciskanie pasa, ale jeżdżę rowerem niemal codziennie i potrzebuję czegoś solidnego, co w szybkim czasie nie stanie się kolejną maszynką do drenowania kasy… Pytanie jak mantra: jeśli nie Decathlon, to co? Z tych porządniejszych rowerów dobre wrażenie robi na mnie Unibike, poza tym trudno mi cokolwiek wskazać. Dodam jeszcze, że w sklepach pytałem o rower, który miałby wspomniane w komentowanym artykule cechy: kasetę oraz a-head – po czym w odpowiedzi wachlarz możliwości w przystępnej cenie gwałtowanie się zwijał. Z kolei w Decathlonie nie pytałem o te rzeczy, ale nie łudzę się raczej, że w takich kwotach można zmieścić podane (czyli podpatrzone w tym blogu) wymagania.
        Pozdrawiam!

        • Ten drugi jest bez porównania lepszy. Ma wszystko tak jak trzeba a widelec amortyzowany można dokupić później o ile zajdzie taka potrzeba. Jeżeli przymiarka wypadła dobrze tzn. rower jest odpowiedniej wielkości to ja bym go kupił.

          • Gregor pisze:

            Dzięki wielkie za pomoc, jutro wybieram się do Decathlona a po drodze zahaczę jeszcze o hurtownię i w końcu podejmę wybór, wiem już przynajmniej, że original 5tka n&d odpada:), niestety tego wyższego modelu nie ma w Lublinie, ale może jakoś uda mi się dopytać o wymiary i porównać z czymś innym, albo sprowadzą jeden egzemplarz na miejsce…
            Pozdrawiam i raz jeszcze dzięki!

          • Ciesz się, że mogłem pomóc :) Myślę, że podobny rower z oferty tego sklepu będzie dobrym punktem odniesienia przy doborze rozmiaru i kupnie.

  16. Gregor pisze:

    Kurcze, przepraszam ale namotam za chwilę, otóż: w Decathlonie muszę zaczekać na omawiany wcześniej rower, i tak mają sprowadzać, więc zajechałem do 3 okolicznych hurtowni i mam już całkowity mętlik. Wpadł mi w oko Herkules Rocco (przykładowy link remar-sport.pl/68-rower-hercules-rocco.html ) i Kands Maestro ( np. rowerykands.pl/rowery/8-kands-maestro-men-28.html ). Markę Herkules znam, rower wydaje się solidny, przejechałem się kawałek i jest obiecujący, z kolei Kands trochę powiewa chińszczyzną, ale podzespoły jak napęd czy blokowany amortyzator ma najlepsze w tej cenie, zastanawiałem się, czy nie jest wart grzechu. Byłbym wdzięczny za ostatnią poradę w tej materii, już postanowiłem, że wybieram tylko z powyższej trójcy i nic już się tu dodatkowego nie urodzi. Podsumowując przydługie wywody – Kands? Herkules? Nework 5? Podejrzewam, że podobny dylemat ma sporo kupujących o ograniczonym budżecie…

    • Herkules nie ma sterów A-head tylko gwintowane. Dwa dni temu znowu miałem okazję serwisować ten badziew i dziękuję bardzo. Poza tym rower jest kompletnie wyposażony praktycznie we wszystko co można chcieć od trekkinga i to jest duży plus. Minus to waga – stawiam na kategorię 18kg i więcej. Pozycja będzie bardzo komfortowa i stworzona do „jazdy z godnością”

      Kands dużo bardziej mi się podoba bo bardziej przypomina rower MTB :) Niestety praktycznie nie ma wyposażenia dodatkowego a wspornik kierownicy NIE jest regulowany tak jak w Herkulesie. Ten rower ma bardziej sportowe zacięcie nastawione na efektywność a nie na bezwzględny komfort jak w Herculesie.

  17. beata pisze:

    Witam ! Czytając powyższe komentarze, nastwiłam się na kupno roweru b’twin nework (decathlon.pl/nework-5-damski-id_8222610.html), jednak wciąż mam dylemat. Jestem całkowicie zielona w temacie rowerów i chciałabym się zapytać, czy np. ten rockrider (ecathlon.pl/rockrider-51-c1-id_8231773.html) dużo różni się od wspomnianego wcześniej neworka i czy warto aż tyle wydawać. Na pewno chciałabym, żeby rower posłużył mi trochę więcej niż kilka sezonów, ale czy warto wydawać aż tyle na trasy do 40 km dziennie/do 3 razy w tygodniu. Bardzo proszę o odpowiedź.

  18. Gregor pisze:

    Kupiłem dziś … Kandsa Maestro, nie udało mi się nic utargować z ceny (był trochę droższy niż na Allegro), ale dostałem gratis całkiem niezłe błotniki. Powiem szczerze, że dla kogoś, kto nie miał za wiele do czynienia z takim typem roweru, jazda jest specyficzna – rower wymusza raczej sportową jazdę, co wydaje mi się lepsze niż wspomniana wcześniej „jazda z godnością”:) i jest naprawdę szybki. Mam porównanie do starej kolarki, która niedawno mi obumarła, i miejskiego Kettlera, więc dla fachowców nie jest ono miarodajne, ale może pomoże komuś innemu poszukującemu czegoś taniego na dobrych podzespołach. Przerzutki Alivio działają świetnie, hamulce też są niczego sobie, koła 28 cali są dobre na miasto, podoba mi się też amortyzator, który poprzez małą dźwigienkę można całkiem utwardzić. Zwróciłem też uwagę na solidne metalowe pedały i piasty shimano zabezpieczone jakąś gumą, sprawia to solidne wrażenie. Po około 150 km mam wrócić do sklepu na podstawowy przegląd, podciągną ewentualne luzy itp.
    Maestro może mieć jednak dla wielu osób minus nie do strawienia: markę. Jeden ze znajomych na widok mojej nowej „dumy” powiedział coś w tym stylu: kurcze, fajna bryka, dałeś pewnie 500 złotych w Biedronce:) Myślę, że gdyby ktoś w Kandsie zdecydował się choćby na jakieś proszkowe malowanie ramy, wygląd byłby zupełnie inny, a tak jest (za) kolorowo i (za) błyszcząco. Jak jednak mówią: widziały gały co brały, zalety tego Kandsa dla mnie przebiły zdecydowanie wygląd.
    Raz jeszcze dziękuję za radę, postaram się za jakiś miesiąc dodać kilka uwag o tym rowerze, w międzyczasie będę tu częściej zaglądał:)
    Pozdrawiam!

    • Fajnie, że kupiłeś coś co Ci pasuje :) Po pierwsze: amortyzator blokujemy TYLKO I WYŁĄCZNIE na gładkich odcinkach. On NIE MA blokady pozwalającej na prace w czasie uderzenia więc uporczywa jazda na zablokowanym widelcu może doprowadzić do uszkodzenia tłumika, który jest nierozbieralny. Po drugie: rama na pewno jest malowana proszkowo :) Osobiście uważam, że na wyglądzie się nie jeździ, ale w Polska mamy całą rzeszę fanatyków, która dopłaca za nazwę, kolor oraz kompletnie puste pojęcie „kultowy”

      Dobrze, że nie dałeś się ponieść i wybrałeś to co Ci najbardziej odpowiada :)

  19. Sylwia pisze:

    Witam,
    mogę Cię prosić o opinie na temat ORIGINAL 5 grey B’TWIN decathlon.pl/original-5-grey-id_8165507.html
    Potrzebuję rower na przejażdżki z dzieckiem, więc są to raczej bardzo krótkie trasy i sprzedawca w decathlonie stwierdził, że ten rower będzie do tego idealny.
    Z góry dziękuję za pomoc

    • Przeczytaj artykuł powyżej łącznie z odnośnikami. Napisałem ten tekst żeby zwrócić uwagę ludzi na konkretne rzeczy, ale nie jestem w stanie opiniować każdego jednego roweru.

  20. Basza pisze:

    Oddam także swój głos na temat marketowców. W domu, a właściwie na działce mam ich dwie sztuki, korzystają z nich rodzice po 60/70-ce, którzy pokonują wyłącznie w sezonie letnim nie więcej jak 200 -300km. W zakupie rowerów nie brałem udziału, te „niespodzianki” sprawił ojciec jakieś najpierw ~8 następnie 4 lata temu. Rowery serwisuję ja i oto co z nimi się działo przez ten czas:

    Pierwszy rower: Name – Avalanche, cena zakupu 600zł. Osprzęt SIS, hamulce V metalowe alhonga
    w pierwszym sezonie padło dynamo, właściwie już po pierwszej jeździe, zatarło się i ślizgało po oponie. dociąganie luzu na korbie wymiana okładzin w hamulcach, bo skrzeczały niemiłosiernie + ich regulacja = katorga… następne 2 sezony względny spokój, drobne regulacje przerzutek. w kolejnym sezonie wymiana kierownicy na giętą miejską, przy okazji pancerzy i linek – przegląd kierownicy ujawnił stan kulek i rury sterowej – ruda po całości, rozpada się siodełko, daję szerokie wygodne od starej „kozy” i stare jarzemko ZZR bo oryginalne z masła pogięło się. W tym roku dociągałem szprychy i centrowałem koła – były już miękkie, kolejne niwelowanie luzu na korbie. blaty korby krzywe, pedały złapały solidne luzy. 8 lat, przebieg około 2000(?) km, nakład inwestycji ok 100 zł (kiera, linki pancerze, okładziny, siodełko miałem) nieźle, ale czasu spędzonego przy remontach i tych „drobnych” dużo.

    Drugie cudo: damka Victus Family Cup. Cena zakupu ok 500zł osprzęt sis, hamulce plastik.
    Pierwszy sezon, właściwie zaraz po zakupie okazuje się że ciężkie działanie hamulca spowodowane jest nadciętą/zerwaną (sic!) w pancerzu linką – rozplotła się w pancerzu i się zablokowała – wymiana linki pancerza, pada dynamo jak w Name, kasowanie monstrualnego luzu na korbie. pod koniec sezonu (~200km przebiegu) kasowanie luzu na piaście, rdza chwyta błotniki od spodu, na widelcu odpada płat lakieru (bąbel). Kolejne dwa sezony względny spokój. W międzyczasie wymieniam kierownicę na wygodną, siodełko daję jakieś ruskie, bo fabryczne plastikowe piło matkę w tyłek.. Ten rok: po przejechaniu od zakupu ok 400-500km centrowanie kół i naciąganie szprych, przy okazji wymiana 3 nypli – pękły! gdy je ruszyłem! z korby wyrywa się pedał (korba oblana plastikiem metal=masło). Próba dopasowania innych tanich korb kończy się na tym, że kupuję porządną SR Suntour XCR oraz wkład suportu, demontuję największy blat zostawiając środkowy 38 – typowo miejski… Rozlatuje się oryginalne jarzemko, kupuję nowe i przy okazji nowe siodło żelowe, zmieniam hamulce i klamki na metalowe Tektro, widok gnącego się plastiku spędzał mi sen z powiek. Podsumowując 5 rok a właściwie 500 przejechany kilometr: sumaryczny nakład kosztów ok 400-500zł + kilkanaście roboczogodzin dłubaniny. Po tegorocznych inwestycjach widzę w końcu względny spokój na jakiś czas.

    • Jest dokładnie tak jak piszesz. Szczęście, jeżeli właściciel makrokesza ma kogoś kto potrafi serwisować rower bo wtedy odpada lwia część kosztów serwisu. Większość warsztatów w ogóle nie chce się nimi zajmować a jeżeli już to kasują bardzo ostro.

      Patrząc na makrokesze z perspektywy lat to największą radością jest to, że nikt z ludzi których znam nie zrobił sobie krzywdy na takim wynalazku. Szczęśliwie większość rzeczy zaczęła się sypać tak szybko i efektywnie, że rower nie był w stanie za dużo jeździć.

  21. nar1920 pisze:

    Czemu w spisie producentow rowerom markowych typu: Merida, Kross nie zostął tu uwzgledniony Kands? Przecież kands za 1350 ma MINIMALNIE gorszy osprzet(dokładniej: sztyca, kierownica, siodło) i min. ciensze opony (2.0 a kross ma 2.1) od Krossa Level a2 za 1700

  22. Gregor pisze:

    Na początek przywitam się po długiej przerwie, chciałem w ramach podziękowania za pomoc napisać kilka słów o Kandsie, którego kupiłem w wakacje. Po kilku miesiącach niemal codziennej jazdy (głównie dojazdy do pracy, ale też trochę wypadów w podlubelskie lasy, dłuższe trasy po ok 80 km drogami asfaltowymi itp.) i jak na razie zmieniłem jedynie klocki hamulcowe:) Rower jak dotąd objawił jedną irytującą, choć chyba mało ważną wadę – niesamowicie skrzypi lewy pedał przy korbie, początkowo okazjonalnie, a teraz popiskuje sobie za każdym mocniejszym przyciśnięciem. Na dniach podjadę do serwisu, nie powinna to chyba być kosztowna regulacja. Po dłuższej jeździe mogę powiedzieć kilka słów o całokształcie Kandsa – jest to dobry rower na miasto, szybki (naprawdę, jeśli chodzi o prędkość duże koła i 8 przełożeń robią swoje) i wytrzymały, trochę trzeba przyzwyczajać się do chwytów kierownicy (jeżdżę bez rękawic), są wąskie i przy długich trasach nieco odparzają ręce, siodło (złowróżbnej marki Vader) też do komfortowych nie należy, ale idzie się przyzwyczaić. Przyznam się, że postanowiłem w pierwszym roku nie inwestować w rower, ale w następnym sezonie czeka mnie kilka kosmetycznych zakupów (siodło i chwyty, zobaczę jeszcze jak po zimie będą sprawowały się opony). Według mnie jest to całkiem fajny sprzęt do codziennej jazdy, mam niespełna 190 cm wzrostu i wybrałem model z dużą ramą (Maestro miały dwie do wyboru), która pasuje mi bardzo dobrze. Przyznam, że w czasie jazdy po leśnych i piaszczystych wzniesieniach zostawałem w tyle za kolegą na Kellysie z 26 calowymi kołami, ale doganiałem go na prostych:) Układ ramy i kierownicy wymusza pochyloną i „agresywną” sylwetkę, mobilizuje to to szybkiej jazdy. Z minusów dojrzałem jeszcze kilka rysek po zapięciu (używam słusznych rozmiarów łańcucha formy Romet, niby zabezpieczony materiałowym kondomem), które na kierownicy zaczęły pokrywać się rdzawym nalotem – na szczęście po przejrzeniu ramy okazało się, że tamtejsze rysy są czyste… Chyba kierownica nie jest zabezpieczona przed korozją. Reasumując: jak dotąd poza skrzypieniem i słabo zabezpieczoną kierownicą Kands służy mi wiernie i z czystym sumieniem mogę polecić go jako wybór dla osób nie mających zbyt dużo pieniędzy na rower, a chcących mieć nowy sprzęt. Na koniec chciałbym jeszcze zapytać, czy po jeździe w zimie (od 4 lat zimą śmigam bez obiekcji) Kands nie zamieni się w rowerowego złomowego potworka? Zastanawiam się, czy oszczędzać go przez zimę i wracać do starego roweru, czy może uda się stosunkowo niewielkim kosztem zabezpieczyć rower na zimowe warunki (amortyzator, przerzutki itp)?
    Raz jeszcze dzięki za pomoc i pozdrawiam!

    • Dzięki za komentarz :) Co ciekawe używam siodła Vader i bardzo sobie chwalę :P Teraz tak: jeżeli pedał skrzypi to trzeba go po prostu wymienić na nowy. Jeżeli nie masz jeszcze SPD to jest to dobry argument za kupnem. Gdyby w sklepie sugerowali Ci freeridowe platformy z kolcami (pinami) to pamiętaj, że jak Cię takie coś trafi w piszczel to boli jak cholera. Gripy to łatwy element do wymiany i tutaj proponowałbym model skręcany na śruby, który bez problemu się zdejmuje i zakłada we własnym zakresie. Kierownicę można zastąpić modelem aluminiowym http://velo.com.pl/czesci/kierownice Accent jest tańszy za to Dartmoor jest bardzo ładnie wykończony. Ponieważ jesteś dosyć wysoki myślę, że powinieneś przymierzyć się do szerokiej kierownicy np 685mm. W razie czego można ją spokojnie skrócić bez uszczerbku na wytrzymałości.

      Jeżeli stary rower jeździ to zrób z niego zimówkę. Sól jest w stanie zabić każdy komponent. Gdybyś chciał śmigać na Kandsie to trzeba zrobić pełen przegląd ze smarowaniem wszystkiego w tym amortyzatora. Uważam, że szkoda roweru no chyba że nie będzie śniegu a więc nie będą solić, ale obawiam się że to tylko pobożne życzenia :(

  23. Gregor pisze:

    Witam ponownie, znów archeologia, ale cóż – po dłuższym użytkowaniu jestem w stanie powiedzieć coś więcej o Kandsie, niestety nie będą to same przyjemne rzeczy… Od czasu zakupu przejechałem już dość sporo, podejrzewam że spokojnie 3-4k, tego dystansu nie wytrzymały pedały (najpierw odpadły z nich odblaski, później przy byle uderzeniu aluminiowa część całkiem się odkształciła, a plastik pękł – założyłem stare pedały wykonane w całości z aluminium, o dziwo zaliczyły o wiele więcej stuknięć i są od lat w tym samym kształcie) oraz zaczął sypać się amortyzator. Przyznam od razu, że kilka razy wyjechałem „na śnieg”, ale traktowałem też amory jakimś sprayem zabezpieczającym, myślałem, że to wystarczy. W ubiegłym tygodniu zauważyłem luz na amorze, przy hamowaniu nie tylko odczuwalny, ale też widoczny, na razie jeżdżę Kandsem, bo nie tylko rower krzyczy o wydatki, ale szczerze mówiąc trochę zdziwiłem, że półroczny sprzęt tak szybko pada.
    Nurtuje mnie kwestia, czy można dostać niedrogo sztywny widelec do tego roweru? Na koła 28 jak dotąd spotkałem tylko sztywne szosówki… Wybór amortyzatorów jest dość spory, jednak ceny też nieraz zabójcze: jak dla mnie trochę dziwnie kupować amor za 600 zł do roweru za 1350, mógłbym prosić o namiar na jakiś przykładowy amortyzator albo widelec w przystępnej cenie? Ewentualnie wskazówkę, czego unikać przy kupnie? Będę wdzięczny za jakąkolwiek radę, pozdrawiam!

    • Merytoryczna archeologia jest zawsze mile widziana :) Niestety tanie amortyzatory potrafią płatać psikusy, jednak jeżeli jest aż tak źle jak mówisz to może warto odwiedzić sprzedawcę i zareklamować towar, który podejrzanie szybko wykazuje bardzo duże oznaki zmęczenia. Widelca poszukaj na stronie velo.com.pl w dziale z produktami Accenta – może trafisz coś ciekawego. Gdybyś miał rower na 26″ to poleciłbym Ci http://endurorider.pl/2012/04/sr-suntour-duro-qlc/ tylko w wersji na oś 9mm. Relatywnie tani, trwały i sensownie działający amortyzator. \

      Pamiętaj tylko o jednej kwestii: po przesiadce na sztywniaka nadgarstki dostaną bardzo mocno w kość i to może być problem bo współczesne sztywne widelce są naprawdę bardzo sztywne i przenoszą wszystkie drgania wprost na ręce. Z uwagi na to na wszelki wypadek rozejrzyj się za jakimiś dobrze amortyzującymi chwytami kierownicy.

  24. styks pisze:

    Kupiłem rower trekkingowy, koła 28 cali firmy Zenit w markecie. Niby „przeceniony” z 800 na 650. Z przodu hamulec tarczowy, amortyzator, aluminiowa rama. Okazało się, że rower ma krzywe koła i było to czuć podczas jazdy. Obręcze okazały się jajowate a opony źle leżały i biły. Scentrowanie nic nie pomogło. Drugiego dnia jazdy zaczął stukać amortyzator. Rower udało się zwrócić. Myślałem, że trafiłem na wadliwy egzemplarz, więc chciałem znów kupić taki sam model roweru. Okazało się, że wszystkie rowery zenita, które sprawdziłem, miały jajowate koła, część miała również bijące opony. Zacząłem sprawdzać koła „górali” op 550 zł. Również były krzywe. Tak się właśnie robi oszczędności w hipermarkecie na rowerach.

  25. laz pisze:

    Są amortyzatory które montuje się podkową do środka . Poza tym jak podłączyć hamulce jakby był założony w drugą stronę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>